Krasicki, Życie dworskie

ale dość już tego. Chciwy o puściznę, Wlecze się Piotr z poranku na dzienną pańszczyznę. Uprzedził go Mikołaj. Ściskają się oba: „Jak się masz, przyjacielu? Jak ci się podoba Dzień dzisiejszy?” „Pogodny”. „Cieszę się”.
tłumacz angielski „Ja wzajem”. Idzie dyskurs uprzejmy zwykłym obyczajem. Już się sobie zwierzyli, o czym i nie myślą. Więc obcych wizerunki malują i kreślą. „Jan?” — „To oszust”. „Bartłomiej?” — „To szuler wierutny”. „Jędrzej?” — „Mędrek”. „Wincenty?” — „Dziwak bałamutny”. „Franciszek?” — „On ma rozum tylko przy kieliszku”. Wchodzi. Aż ci do niego: „Witajże, braciszku!” A braciszek, co właśnie z nich czynił igrzyska: „Witajcież, kochankowie”. Całuje i ściska. Już ciżba; ci w dyskursach, ci szepcą do ucha, Ten niby z drugim gada, a trzeciego słucha; Tamten łże, a co słucha, łżącemu nie wierzy. Tomasz stoi, a z boku układa i mierzy: Jędrzej mu nie do kroju, więc Jędrzej ladaco.
Stawia sidła, a dzienną nie zwątlony pracą,
Patrzy w ciżbę, gdzie natrzeć; jakoż się już wtłoczył,
Już świeżego wśród zgrai domatora zoczył,
Już przyjaciel serdeczny, sekretów się zwierza,
A na znak poufałych afektów przymierza
Zmyślił piękną nowinę, szeptając do ucha.
Krasicki, Życie dworskie tłumacz angielski fragment 40

2008-11-26 09:56:59