W pustyni i w puszczy, rozdział 15, str. 1

96 We dwa tygodnie po wyruszeniu z okolic Wadi-Halfa karawana weszła w kraj zdobyty przez Mahdiego. Przebyli w skok pagórkowatą
reklama sms pustynię Gezire i w pobliżu Chendi, gdzie przedtem Anglicy znieśli doszczętnie Musę-uled-Helu, wjechali w okolice wcale już do pustyni niepodobne. Piasków ani osypisk nie było tu widać. Jak okiem
sięgnąć rozciągał się step porośnięty w części zieloną trawą, w części
dżunglą, wśród której rosły kępami kolczaste akacje, wydające znaną
gumę sudańską, a tu i ówdzie pojedyncze, olbrzymie drzewa nabaku7,
tak rozłożyste, że pod ich konarami stu ludzi mogło znaleźć przed
słońcem schronienie. Od czasu do czasu karawana mijała wysokie, podobne do słupów kopce termitów, czyli termitiery, którymi cała podzwrotnikowa Afryka jest zasiana. Zieloność pastwisk i akacyj mile nęciła oczy po jednostajnej, jałowej barwie piasków pustyni. W miejscach, gdzie step był łąką, pasły się stada wielbłądów strzeżonych przez zbrojnych wojowników Mahdiego.
Na widok
karawany zrywali się oni jak ptaki drapieżne, biegli ku niej, otaczali
ją ze wszystkich stron i potrząsając dzidami oraz wrzeszcząc
wniebogłosy, wypytywali się ludzi, skąd są, dlaczego ciągną z
północy i dokąd dążą? Czasami przybierali postawę tak groźną, że
Idrys musiał z największym pośpiechem odpowiadać na pytania, aby
uniknąć napaści. Staś, który wyobrażał sobie, że mieszkańcy Sudanu różnią się od wszystkich Arabów zamieszkujących Egipt tym tylko, że wierzą w Mahdiego i nie chcą uznać władzy chedywa, spostrzegł, że omylił się zupełnie. Ci, którzy zatrzymywali teraz co chwila karawanę, mieli po większej części skórę ciemniejszą nawet niż Idrys i Gebhr, a w














7
Sisyphus Spina christi.7 porównaniu z dwoma Beduinami prawie czarną. Krew murzyńska przeważała w nich nad arabską. Twarze ich i piersi były tatuowane, a nakłucia przedstawiały albo rozmaite rysunki, albo napisy z Koranu. Niektórzy byli prawie nadzy, inni nosili dżiuby, czyli opończe z białej tkaniny bawełnianej naszywanej w różnobarwne łatki. Wielu miało gałązki z korala lub kawałki kości słoniowej przeciągnięte przez nozdrza, wargi i uszy. Przywódcy okrywali głowy białymi
krymkami z takiejże tkaniny jak i opończe, prości wojownicy nosili
głowy odkryte, lecz nie golone tak jak Arabowie w Egipcie, ale
przeciwnie, porośnięte ogromnymi, kręconymi kudłami, spalonymi
często na kolor czerwony od wapna, którym namazywali czupryny
dla ochrony przed robactwem. Broń ich stanowiły przeważnie dzidy, straszne w ich ręku, ale nie brakło im także i karabinów Remingtona, które zdobyli w zwycięskich walkach z armią egipską i po upadku Chartumu. Widok ich był w ogóle przerażający, a zachowanie się względem karawany wrogie, albowiem posądzali, że składa się ona z kupców egipskich, którym w pierwszej chwili po zwycięstwie Mahdi zabronił wstępu do Sudanu.

2008-10-17 10:10:21